wtorek, 20 listopada 2018

Chruścielowiec rdzawy

Czasem mam tak, że już od dawna nic nie napisałam i piszę posta bardzo na siłę i na temat, który średnio mnie interesuje, bo inaczej świat zapomni, że w ogóle mam bloga.

No to dzisiaj tak nie mam.

Czytałam sobie właśnie artykuły o ptakach w wolnym czasie, bo to jest to, co niektórzy ludzie robią w wolnym czasie i jest to całkowicie normalne i na pewno nie powinno być powodem do jakiegokolwiek niepokoju, kiedy trafiłam na ptaka, o którym strasznie chcę napisać jak najszybciej i jest to powód, dla którego wrzucam już drugi post w tym tygodniu, bo aż mnie ręce świerzbią i w ogóle jest tak super i to jest całkowicie normalne i nie powinno być powodem do niepokoju i jest to chyba najdłuższe zdanie w historii ludzkości, ale to dlatego, że jestem szalenie podekscytowana tematem, może całkiem zrezygnuję z używania kropek, pomyślę nad tym kiedyś.

Chruścielowiec rdzawy to ptak wymarły, który był nielotem. Mieszkał na Mauritiusie, czyli dokładnie tam, gdzie żył sobie kiedyś dodo, zanim zamordowali go Duńczycy. W tym momencie wszystkich czytelników powinien przejść przejmujący dreszcz niepewności co do losów chruścielowca, ale do tego przejdziemy w odpowiednim czasie.

Wyglądał trochę jak kiwi i trochę jak ibis, tylko był rudy jak ja i nieco większy od kury. Nazywany był też przez Europejczyków "czerwoną kurą", bo jak Europejczycy nie porównają nieznanych sobie rzeczy do czegoś europejskiego, to te rzeczy w ich głowach nie istnieją.

Niejaki Peter Mundy pojechał na Mauritius w 1638 roku i jako pierwszy opisał naszego chruścielowca, ale potem objawił się głos, który twierdził, że Peter Mundy nie ma pojęcia o niczym i chruścielowce są dwa albo w ogóle jest ich więcej (w sensie osobnych gatunków), a ten głos to był niejaki pan Masauji Hachisuka. Nieco później, bo w roku 1688 niejaki pan John Marshall również zainteresował się chruścielowcem, a w swoim małym pamiętniczku z podróży napisał, że chruścielowiec w smaku przypomina wieprzowinę i ma pyszniutką przypieczoną skórkę. Pan John Marshall nie był przyrodnikiem, tylko podróżnikiem, więc jego zdrowe podejście do tematu jest całkowicie zrozumiałe.

Teraz już wiemy, że chruścielowiec rdzawy należał do całkiem niemałej rodziny chruścieli, które z kolei należą do rzędu żurawiowych. Na świecie żyje jeszcze sporo przedstawicieli tej rodziny, w Polsce jest to między innymi znana wszystkim łyska. Na Filipinach z kolei endemicznie występuje bardzo rzadki chruściel zwany wodnikiem ciemnym i zupełnie jak bohater dzisiejszego posta, jest on nielotem, ale jeszcze nie wyginął, na razie jest tylko zagrożony wyginięciem. Jest to gatunek dość interesujący, bo odkryty został dopiero w roku 2004 i w sumie niewiele o nim dzisiaj wiadomo. Pewnie już nigdy nie będzie o nim wiadomo i zdąży zniknąć w rok albo dwa, bo jak jesteś endemicznie występującym gatunkiem na jakiejś ciepłej wyspie i do tego nie latasz, to wyginięcie jest jedynym pisanym ci losem.

Ale ale.

Chruścielowiec rdzawy żywił się ponoć gadami, ślimakami, owadami i skorupiakami. Nie był to ptak jakoś wybitnie sprytny, więc łatwo było go złapać, a ponieważ żył w świecie, który nie znał wcześniej człowieka, to nie uważał ludzi za jakieś wielkie zagrożenie. Jednym ze sposobem łapania takiego chruścielowca było machanie mu czerwoną chustką przed nosem. Chruścielowiec się wtedy mocno irytował lub podniecał (trudno stwierdzić, nikt go wtedy o to nie zapytał i teraz też nikt go już nie zapyta) i podbiegał do chustki, bo chciał jej zrobić rzeczy, a człowiek go łapał. Złapany chruścielowiec mocno darł mordę do innych chruścielowców, które były niezbyt rozgarnięte i przybiegały zobaczyć, co to się takiego stało.

Jak nietrudno się domyślić, chruścielowiec rdzawy wyginął przez człowieka, który na niego polował, wycinał mu las i przyprowadził na wyspę zwierzęta, które także polowały na tambylczą faunę. Tym razem nie była to jednak zasługa Duńczyków, a Holendrów, którzy wzięli sobie Mauritius w roku 1598, a chruścielowiec smakował im bardziej niż dodo i ostatecznie wyginął mniej więcej w roku 1700.

Ciekawą sprawą jest to, że internetowe artykuły na temat ptactwa wymarłego są o wiele bardziej rozbudowane niż te poświęcone gatunkom jeszcze żyjącym. Tak jakby temat stawał się nagle szalenie interesujący albo jakby autorzy tych tekstów czuli głęboką potrzebę, żeby w ten sposób oddać tym ptakom cześć. Zajęliby się czymś normalnym, a nie. Nic, tylko robią z siebie pseudointeligentów w internecie. Tfu.

Chruścielowiec rdzawy, red rail, Aphanapteryx bonasia. Fota z Wikipedii, a bo co.








Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Łabędź niemy

Mam takie silne przeczucie, że pisałam już o łabędziach, ale mój blog upiera się, że nie. No to jak nie, to nie, piszę dzisiaj. Łabędzi ni...