piątek, 28 grudnia 2018

Kukułka

O kukułkach wszyscy wiedzą mniej więcej tyle, że to bardzo mściwe skrzydlate istoty, które po chamsku pozostawiają swoje młode w gniazdach innych ptaków i potrafią robić "kuku".

No i to jest w sumie prawda, nie będę ich bronić, równie dobrze w tym miejscu mogłabym skończyć pisanie tego tekstu. Ale nie skończę, bo lubię się pławić w okropnościach świata przyrody.

Kukułki mieszkają w Europie, Azji i nawet trochę w Afryce. Wyglądem przypominają trochę krogulca, ale to nie taka oczywista sprawa, bo jakbym na przykład ja na spacerze zobaczyła kukułkę to nijak bym jej nie rozpoznała. Taki sobie średniej wielkości, lekko szarawy ptak w prążki, ani to gołąb, ani jastrząb, lekko psychopatyczny błysk w oku i tyle.

W Polsce znamy ją także pod nazwą "zazula" i "gżegżółka". Tak, moi mili, słowo spędzające sen z powiek uczniom klas podstawowych na dyktandach - GŻEGŻÓŁKA.

Kukułka jest w ogóle symbolem całej masy różnych rzeczy: wiosny, radości, śpiewu, tańca, diabła, prostytucji, zdrady, deszczu, lenistwa, miłości, lenistwa, egoizmu, śmierci, smutku, samotności, drapieżności, lubieżności, choroby psychicznej itede. Kukułka jest na dobrą sprawę symbolem wszystkiego, co człowiek jest sobie w stanie wymyślić. Jak usłyszycie w lesie kukanie kukułki, to może to oznaczać każdą rzecz, która przyjdzie wam w tym momencie do głowy (oczywiście, jeśli założymy, że dźwięki wydawane przez zwierzęta czy rośliny mogą mieć jakikolwiek wpływ na losy człowieka). A jak jesteście (tfu, zaraza) poetami, to możecie o tym jeszcze napisać wiersz.

A jak już przy kukaniu jesteśmy, to koniecznie muszę wspomnieć, że kukają tylko samce. Samice nie kukają, bo robią w tym czasie inne rzeczy. "Kuku" to jest nawoływanie samców w okresie godowym, a kukułki zupełnie nie są gatunkiem skłonnym do monogamii i w tym czasie, że tak powiem, dorosłe kukułki jak szalone robią małe kukułki z całą masą innych dorosłych kukułek. Ostatecznie samice kukułek zupełnie nie mają pojęcia, czyje potomstwo podrzucają do gniazd innych gatunków, ale wydaje mi się, że nie mają z tym żadnego problemu.

Samica składa jaja na ziemi, a następnie bierze po jednym z nich do dzioba i leci do gniazda innego ptactwa. Inne ptactwo jest zazwyczaj ptactwem mniejszym od kukułki, więc na jej widok ucieka i wtedy samica może sobie spokojnie wylądować w gnieździe, podrzucić nakrapianego podrzutka, wyrzucić kilka jaj gospodarza i cały zabieg powtórzyć w innym gnieździe. Mniejsze ptactwo nie jest jednak takie znowu w ciemię bite i zdarza się, że zbiera się w większą kupę i po rozpoznaniu intruza, przystępuje do ataku i go przegania. Czasami również rozpoznaje obce jajo w gnieździe i je wyrzuca. Jest to spowodowane tym, że ewolucja istnieje i całe pokolenia mniejszego ptactwa uczą się tego i owego od swoich przodków. Działa to jednak również w drugą stronę, bo wspomniana ewolucja pozwala kukułce znosić jaja wyglądem coraz bardziej podobne do jaj gospodarza. No i tak to sobie wszystko zatacza szalone koło w grze o to, kto tu jest sprytniejszy.

Jeśli jednak gospodarz nie rozpozna fortelu naszej kochanej zazuli, czekają go ciężkie dni związane z wychowywaniem żarłocznego potworka. Młoda kukułka od razu po wykluciu się przystępuje do odwiecznej walki o pożywienie i wyrzuca z gniazda ślepe jeszcze i zupełnie niewinne przybrane rodzeństwo. Kilka dni po tym, małe kukułki zaczynają natomiast drzeć mordę. Ale to drą mordę tak głośno, że są w stanie zagłuszyć wszystkie pozostałe w gnieździe młode. Drą mordę i rozdziawiają dziób szeroko, żeby tylko zwrócić na siebie uwagę karmicieli. A karmiciele nie wiedzą, o co chodzi i ze zmęczenia są już całkowicie szaleni, ponieważ nie robią nic innego, tylko latają wte i wewte po jedzenie i z powrotem do gniazda, bo kukułka jest większa od pozostałych młodych i życzy sobie o wiele więcej pożywienia i uwagi.

Czasami nie są w stanie wykarmić kukułki i wtedy intruz ginie z głodu, a czasami nie są w stanie wykarmić własnych młodych i wtedy ich młode giną z głodu. A czasami jeszcze okazuje się, że młoda kukułka drze się tak głośno, że do gniazda zwabia drapieżniki i wtedy ginie w sumie cała ta dziwna rodzina. I czasami jeszcze okazuje się, że młoda kukułka jest za ciężka, żeby gniazdo było w stanie się utrzymać i wszystkie młode zapadają się razem z gniazdem i giną. Dzieje się tak zwykle wtedy, gdy samica kukułki podrzuci jajo do gniazda trzcinniczka, ponieważ trzcinniczki to małe i zgrabne ptaszki, które budują małe i zgrabne gniazda z trzciny. A trzcina, jak to trzcina, najmocniejszym budulcem nie jest i kukułki po prostu nie utrzyma. Wtedy cała ta rozdarta młodzież nie tylko zapada się razem z gniazdem, ale też przeważnie wpada do wody (bo trzinniczki lubię sobie zbudować gniazdo nad wodą) i tonie.

Po jakimś czasie młoda kukułka opuszcza gniazdo, bo zwyczajnie się w nim nie mieści, ale trzeba ją jeszcze dokarmiać. Karmiciele dokarmiają i dokarmiają i trwa to tak długo, że tracą na to calutki okres godowy i muszą czekać kolejny rok, zanim uda im się znowu wyprowadzić nowy lęg. A i tak na niewiele im się to zda, ponieważ kukułki mają w zwyczaju podrzucać jaja do gniazd gatunków, u których się wychowały, więc jest bardzo prawdopodobne, że wychowany przez nich pomiot szatana wróci rok później, żeby ponownie zamienić życie swoich własnych karmicieli w piekło. Ha!

Czyste piękno i cud natury.

Kukułka zwyczajna, common cuckoo, Cuculus canorus. Fota z wikipedii chyba.



Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza

Łabędź niemy

Mam takie silne przeczucie, że pisałam już o łabędziach, ale mój blog upiera się, że nie. No to jak nie, to nie, piszę dzisiaj. Łabędzi ni...